Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock'n'roll. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rock'n'roll. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 grudnia 2015

LEMMY żyj nam 700 lat!

24 grudnia to dla fanów rocka dzień szczególny. Zwłaszcza dla miłośników twórczości Lemmy'ego Kilmistera to dzień wyjątkowy, ba! - dla wielu ważniejsza jest informacja o urodzinach brytyjskiej gwiazdy rocka niż cała świąteczna otoczka i przygotowania do wigilii. Jedno jest pewne 70 lat temu na świat przyszła jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci w historii rocka, postaci kultury popularnej, postaci muzyki, postaci niepowtarzalnej, oryginalnej i nieprzeciętnej.

Lemmy:

Nie rozumiem, dlaczego powinien być jakiś punkt, po przekroczeniu którego wszyscy uznają, że jesteś za stary. Nie jestem za stary i zanim nie zdecyduję, że jestem za stary, nigdy nie będę za stary.
(żródło: www.independent.co.uk)

Lemmy, a żyj nam cholera jeszcze z siedemset lat!


(źródło: www.facebook.com/metalhammer)

środa, 16 grudnia 2015

When The Sky Comes Looking For You - oficjalny wideoklip!

Właśnie ukazał się teledysk do utworu "When The Sky Comes Looking For You" z ostatniej płyty Motörhead - Bad Magic. Klasyczne motywy: karty, as pikowy, tatuaże, Jack Daniels w połączeniu z ironicznymi i surrealistycznymi elementami podbite świetnym, energicznym rock'n'rollem = kolejne udane wideo Motörhead.




Wspomnianym utworem panowie promują także płytę Bad Magic na obecnej trasie koncertowej:



(Zapraszamy do Polski!)



środa, 4 listopada 2015

Binder - Cztery - recenzja

„Tyle czeka na zrobienie/ Tyle ważnych jest spraw/ Tylko jakoś czasu na nie brak…” – tymi wersami rozpoczyna się utwór „Dobry Dzień” z minialbumu, debiutującego zespołu Binder. Czy warto poświęcić trochę tego cennego czasu na zapoznanie się z premierowym materiałem, zebranym na krążku zatytułowanym „Cztery”?




„Cztery” to przemyślany koncept. Tytuł wydawnictwa koresponduje z interesującą i gustowną okładką, grafikę kojarzącą się z kompasem odczytywać można jako nawiązanie do czterech stron Polski, z których podobno pochodzą autorzy tej płyty. Oczywiście, muzyków również jest czworo: Patrycja Porc, odpowiadająca za partie wokalne, Maciej Nowak – perkusista, Maciej Zyzak – gitarzysta oraz basista - Krzysztof Sabuda. Kobiety w rockowych składach nie mają łatwo, branża wciąż zdominowana jest przez mężczyzn, a świat rocka, jak stwierdziła w niedawno opublikowanym na łamach magazynu „Teraz Rock”, interesującym wywiadzie Tori Amos to „twardy świat”, który „nie jest miejscem dla kobiet” (Teraz Rock, nr 9 [151], 2015, s. 55). Jak zatem na tle zespołu, a także polskiej kultury rockowej wypada wokalistka grupy Binder? I czy sam zespół wnosi do tej kultury jakiś przejmujący, istotny pierwiastek?

cztery elementy, na które warto zwrócić uwagę. Po pierwsze – postać wspomnianej już Patrycji Porc, w której wokalu odnajdziemy szczerość, pasję, ale też bezkompromisowość. W utworze „ASPI” padają zresztą słowa: „Nie oceniaj – patrz/ Muzyka we mnie płynie” – nie będę więc się sprzeciwiał i przejdę do drugiego aspektu.

Chodzi o kultywowanie rock’n’rollowej tradycji. Szacunek dla kanonu rocka słychać w każdym utworze, najwięcej odnajdziemy tutaj komponentów pochodzących z estetyki blues rocka. Brzmią w tej muzyce inspiracje protoplastami rocka - grupami, takimi jak Led Zeppelin, Deep Purple czy Jefferson Airplane, oczywiste są także nawiązania do twórczości Jimiego Hendrixa, Janis Joplin, jak i do polskiej sceny (BreakoutRusowicz).

Trzeci aspekt dotyczy idei. W Polsce "przebicie" się z muzyką, którą tworzy, m.in. zespół Binder do świadomości, tzw. szerokiej publiczności jest niezwykle trudne. W telewizji kanały muzyczne są zdominowane przez nurt disco polo, ewentualnie emitowane są najnowsze, „modne” teledyski lub denne programy typu „reality show”. Z radiami jest trochę lepiej, choć niełatwo tam trafić początkującym w branży zespołom, a prasy muzycznej u nas, jak na lekarstwo. Pozostaje Internet, który w teorii daje olbrzymie możliwości promocyjne,  niestety w praktyce jest nieokiełznanym śmietniskiem, w którym rzeczy wartościowe mieszają się z treściami nonsensownymi – i te drugie najczęściej mają zdecydowanie większy zasięg.

Wracając jednak do idei i samej muzyki – w tym miejscu muszą one zostać docenione. Kapitalny utwór „Strach przed lataniem” to moim zdaniem pełen mocy hit grupy Binder, świetny drive, kompozycja zapisująca się w pamięci i doskonałe zgranie instrumentów z damskim wokalem. W „Dobry Dzień” jest bardziej nastrojowo, utwór kojarzy się z dokonaniami O.N.A. i choć w drugiej części, przy przyśpieszonej partii wokalnej mógłby zostać nagrany staranniej – to jednak broni się jako całość. „Sen” to gitarowe, klasyczne i dobre granie, zaś „Aspi” to chwytliwa i niepokorna kompozycja - energiczna, szczera, zapewne na żywo jeszcze lepiej rokująca i kopiąca niż w wersji płytowej.

Jako czwarty punkt warto wyróżnić pomysł - symboliczna okładka, tytuł, ciekawe teksty - wszystko sprawnie się uzupełnia. Naturalnie jest jeszcze nad czym pracować, przede wszystkim 4 utwory to tylko przedsmak, wstęp do pełnej, zamkniętej całości, która powinna w przyszłości się ukazać. Dookreślenie brzmienia, wyróżnienie się na tle innych grup to zadania, które stoją przed każdym debiutującym zespołem. Kolejna sprawa to wizerunek. Jako sympatyk charakterystycznych postaci rocka, wciąż szukam w polskiej przestrzeni muzycznej rozpoznawalnych sylwetek - jest ich kilka, ale wśród początkujących w branży twórców - tendencja zmierza do przestylizowania lub nijakości. Oczywiście, kolejna kwestia to zespół w akcji - scena zawsze weryfikuje "charakter" wykonawcy.

Warto śledzić działalność grupy Binder, z czasem muzycy z pewnością będą coraz lepsi, a umiejętności im nie brakuje. Życzę zespołowi nagrania longplaya - taka muzyka inspirowana latami sześćdziesiątymi znakomicie brzmiałaby szczególnie odtworzona z płyty winylowej. Życzę też tego, na co często zwraca uwagę w wywiadach, dotyczących działalności muzycznej młodych zespołów nieprzejednany Lemmy Kilmister - po prostu szczęścia

8/10
Cztery
Binder
Rok: 2015
Grünberg Productions
Fot. Materiały prasowe.

wtorek, 29 września 2015

Jerry Lee Lewis - 200 lat!

Dzisiaj 80. urodziny obchodzi jeden z zapomnianych królów rock'n'rolla - tego szczerego, prawdziwego, bezkompromisowego i genialnego w swojej prostocie pragatunku. Żyj jeszcze długo i nagrywaj, ile możesz!

Muzyka na dziś - oczywiście winyl z hitami Killera





piątek, 11 września 2015

Airbourne - Black Dog Barking – recenzja

Do wszystkich narzekaczy i malkontentów, którym wydaje się, że rock’n’roll umarł. Mylicie się okrutnie! Przede wszystkim prekursorzy tego gatunku nagrywają płyty i koncertują do dziś. Ponadto młode zespoły jak Airbourne ukończyły Wyższą Szkołę Rocka i wspaniale kultywują tradycję, dając czadu!



Ta płyta rockuje, z założenia miała rockować i będzie rockować przez lata. Muzycy Airbourne mówili przy okazji ich pierwszej płyty "Runnin’ Wild", że początki nie były łatwe, grali ponoć nie taką muzykę, jakiej oczekiwano. Na szczęście duch, najprawdopodobniej Bona Scotta zamieszkał w ich umysłach i duszach, i wiernie grają rock’n’rolla.

Trzecia płyta, zatytułowana "Black Dog Barking" to znowu pełen, spójny zestaw – dynamizm, ruch, żywioł, szybkość, zadziorność widać w każdym elemencie – od okładki przez tytuły utworów i teksty, aż do samej muzyki. Tytuł albumu znaczący, jak wyjaśnił perkusista składu Ryan O’Keeffe, black dog jest symbolem wytrwałości, oni sami są czarnymi psami, wytrwałymi i nieustępliwymi, poza tym kojarzy się z wyśmienitym utworem Led Zeppelin, co raczej na zły odbiór nie wpływa.

Nawet gdyby była to pierwsza płyta australijskiego kwartetu mogłaby spokojnie zostać w całości wykonana na niedługim koncercie. Słuchając tych utworów miałem wrażenie, jakby w zasadzie było to nagranie live. Zmieniłbym tylko kolejność wykonywania numerów. Idealnie na otwarcie koncertu nadaje się intro „Live It Up”, powoli dźwięki atakują widownię, tworząc w ich umysłach oczywiste nawiązanie do mistrzów z AC/DC, wchodzi druga gitara (51. sekunda – publiczność z ciarkami na plecach, wciąż ciemno na scenie, "grają" tylko instrumenty), zaraz stopa (55. sekunda – światła na perkusję), budowanie napięcia i od pierwszej minuty i 22. sekundy rozpoczyna się szaleństwo. Świetny utwór, genialna w swojej prostocie kompozycja.

W ogóle wstępniaki w kolejnych utworach są już dużą wartością, choćby sympatyczne rozwiązanie w "Ready To Rock" z chórem śpiewających fanów, czy pozornie spokojniejsze, pierwsze akordy w "Cradle To The Grave". Każdy numer na tej płycie ma moc i energię, bo też o to chodzi w tym gatunku, dźwiękowe "aluzje", czy jak kto woli świadome pożyczki z zespołów, takich jak AC/DC, Krokus, Motörhead, Slade i wielu innych są oczywiste i klarowne. I tak właśnie ma być, młody zespół dla młodego pokolenia, czerpiący z klasyki – świetnie. 

Brian Johnson w swojej autobiografii "Gaz do dechy" stwierdził, że trasa z kapelą bywa nudna, a ekscytujące są dwie godziny wieczorem. Z tego powodu ma zawsze przy sobie ulubione, motoryzacyjne pisma. Jakoś trudno mi uwierzyć, żeby trasa koncertowa AC/DC nawet czasem bywała nudna, może to kwestia ich wieku i już przeżytych doświadczeń. Podejrzewam jednak, że chłopaki z Airbourne zarówno w trasie, jak i w studiu bawią się świetnie, na pewno słychać to na "Black Dog Barking".





8/10
Airbourne
Black Dog Barking
Rok: 2013
Dystrybutor: Warner Music Poland
Fot. Materiały prasowe

środa, 9 września 2015

Led Zeppelin - Celebration Day – recenzja

Zorganizuj sobie ponad dwie godziny wolnego czasu, wyślij wszystkich, którzy mogą Ci wtedy przeszkadzać do sklepu, ciotki, pradziadka czy sąsiadki. Ustaw głośno sprzęt grający i świętuj ten dzień z "Celebration Day".




Może niemodne jest w obecnych czasach zachwycanie się w  grupami, które rozpoczynały działalność pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Tyle dookoła rozmaitej muzy, popu, hiphopu, metalu, techno, disco-popu, metalohip-hopu, rapcoro-jazzpopu, dla każdego coś innego, dla każdego innego coś oryginalnego.

Wiele nowych zespołów chce za wszelką cenę szokować, odznaczać się nowoczesnością, hipsterskością, czy jak to tam zwać. Na szczęście istniały grupy (i niektóre nadal istnieją), które były ponad tymi wyznacznikami. Jeżeli chcesz usłyszeć genialne riffy, partie klawiszowe, basowe i perkusyjne, którymi inspirują się tysiące współczesnych artystów. Jeżeli interesuje Cię forma muzyczna, wirtuozerskie wręcz zestawienie słowa, dźwięku i obrazu. Jeżeli liczy się dla Ciebie czysta Muzyka, a nie - przerysowana, udawana i, co za tym często idzie nieudolna kreacja. Jeżeli oczekujesz solidnych, muzycznych doznań. Wreszcie, jeśli chcesz usłyszeć i ujrzeć spersonifikowany Rock

Zorganizuj sobie ponad dwie godziny wolnego czasu, wyślij wszystkich, którzy mogą Ci wtedy przeszkadzać do sklepu, ciotki, pradziadka czy sąsiadki. Ustaw głośno sprzęt grający i świętuj ten dzień z Celebration Day. Materiał DVD, zatytułowany „Celebration Day” to komunikat samoistny. Niepowtarzalny, elegancki, świetny koncert Led Zeppelin, zespołu, którego nie wypada już dziś przedstawiać odbył się w Londynie w 2007 roku. Muzycy wystąpili w hołdzie dla Ahmeta Erteguna, założyciela wytwórni Atlantic dla której Anglicy nagrywali genialne albumy.

Lista utworów i dwa promujące materiał klipy, „mówią” same za siebie. Tego nie trzeba dokładnie recenzować (może nawet byłoby wstyd – to tak, jakby krytyk mody oceniał stylizację Jezusa Chrystusa). Ten dokument odbiera się intymnie. Dla mnie perfecto.




CD 1
1. Good Times Bad Times
2. Ramble On
3. Black Dog
4. In My Time of Dying
5. For Your Life
6. Trampled Under Foot
7. Nobody’s Fault But Mine
8. No Quarter

CD 2
1. Since I’ve Been Loving You
2. Dazed And Confused
3. Stairway To Heaven
4. Song Remains The Same
5. Misty Mountain Hop
6. Kashmir
7. Whole Lotta Love
8. Rock And Roll

Celebration Day
Led Zeppelin
Rok: 2012
Dystrybutor: Warner Music Poland

niedziela, 6 września 2015

Aerosmith - Music From Another Dimension - recenzja

Kolejna odkopana recenzja, tym razem klasyków amerykańskiego rocka - Aerosmith (tekst z 2012r.):




W jaką stronę poszedł zespół, którego hity znają nawet niemowlęta, mające dopiero kilka godzin życia na swoim koncie? Czy grupa, której nazwa jest jak znak towarowy udźwignęła balast oczekiwań milionów fanów? Aerosmith, why?

Steven Tyler po wydaniu singla "(It) Feels So Good", będącego zapowiedzią jego solowej płyty wyznał, że melodię i słowa napisał "w jakieś dwie godziny". Gdyby w takim tempie pracowali nad krążkiem "Music From Another Dimension" skończyliby po trzech dniach! Oczywiście, grupa Aerosmith to megagwiazda, muzycy robią co chcą, gdzie chcą i kiedy chcą. Czekaliśmy 8 lat… Według mnie bardzo długo, bo zespół - szczególnie taki, który ze sprzedażą swojej twórczości nie ma problemów powinien fanów zadowalać często i regularnie. Ale z drugiej strony trzeba docenić, że w ogóle weszli do studia, mogli odcinać kupony i wydać kolejny „The Best Of…”. 

Sporo tej muzyki dostaliśmy. 15 kawałków. Są balladki, chwytliwa „What Could Have Been Love”, abstrakcyjna „Another Last Goodbye” (chodzi mi tu o niespodziewane piski Tylera, wkomponowane w melancholijne pianino – może rozbawić), rozpaczliwa, smutna "We All Fall Down", z każdego skina wyciśnie 88 litrów nieskazitelnie czystych łez – gwarantuję. Mamy coś jeszcze? Pewnie! Rap mamy! Gdzie? W kawałku o niezwykle intrygującym tytule „Beautiful”, spokojnie są tam też balladowe wstawki i Steven - sex-szeptem wypowiadający tytułowe słowo do każdego z nas, ech...

I wreszcie pora na rock’n’rolla! Kilka uderzeń w bębny i jedziemy szybkim wózkiem w rytmie „Lover Alot”. Broni się też, promujący płytę „Legendary Child”, choć kojarzy mi się z czołówką „Mody na Sukces”. Jest też do niego teledysk, "niezrównoważony" jak wszystkie, w których Steven szamota się w swoich luźnych, kolorowych fatałaszkach. „Street Jesus” przyciąga kompozycją, werwą, dobrą gitarą i sprawdzoną techniką refrenu.

Ta płyta potrafi zabujać, pewnie niejedna istota się w niej zabuja, ktoś się wynudzi, a inny tylko pomarudzi. Minusy na pewno za czas oczekiwania, za to, że mogłoby być ciekawiej, za to, że nie ma hiciora pokroju „Dream On” czy „Livin' On The Edge”. Fanów przekonywać nie trzeba, bo i tak będą zachwyceni. Sceptykom polecam najpierw poszukać (tak w ramach rozgrzewki) sławnego gościa, który udziela się w jednym z utworów - chodzi o Johnny'ego Deppa. Faktycznie jest to muzyka z innego wymiaru - wejdźmy do niego i przekonajmy się, jak długo tam zostaniemy.





7/10
Aerosmith
Music From Another Dimension
Rok:  2012
Dystrybutor: Sony Music Entertainment
Fot. Materiały prasowe.

sobota, 29 sierpnia 2015

Motörhead - Bad Magic - recenzja

Twórczość grupy Motörhead należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach, po pierwsze odnosząc kolejne - nowe albumy do tych już istniejących w dyskografii zespołu, po drugie - dokonując analizy danej płyty wyłącznie na szerokim tle, słowem - podejmując próbę odpowiedzi na pytania - jakie miejsce w kulturze rocka, w określonym czasie zajmuje konkretne wydawnictwo? Jaka jest jego wartość w przestrzeni rockowej?

Wybierając pierwsze, "wewnętrzne" kryterium można bez trudu stwierdzić, że ekipa Lemmy'ego nagrywała już lepsze albumy - i nie myślę tu o (moim zdaniem "przereklamowanym", "przemitologizowanym") "
Ace of Spades", ale o tak kapitalnych dziełach, jak "1916", "Bastards", "Inferno" czy "Aftershock" - to płyty wyśmienite - świetne okładki, bardzo dobre teksty, brzmienie i kompozycje. Oczywiście klasyczny okres Overkill/Bomber/Ace to kanon, ale niektórzy odbiorcy zachowują się, jakby nigdy nie słyszeli o innych albumach tej perfekcyjnej grupy.

"Bad Magic" posiada wszystko to, za co fani kochają Motörhead - rock'n'roll ("Electricity", "When the Sky Comes Looking for You"), bezkompromisowe tempo ("Evil Eye"), ironiczne i dobitne teksty ("Tell Me Who To Kill"), potężne, chwytliwe refreny ("Thunder & Lightning"), mocarne riffy i gitarowe solówki ("Shoot Out All of Yours Lights", "The Devil", "Choking on Your Screams"), bluesowo-motörheadowe ballady ("Till the End"), niespodzianki ("Sympathy for the Devil"). Szczególnie warta uwagi jest wspomniana ballada - "Till the End" - piękna rzecz, inna niż wcześniejsze, klasycznie rockowa w przeciwieństwie do "bluesujących" "Dust & Glass" i "Lost Woman Blues" z Aftershock czy akustycznie opakowanych "Whorehouse Blues" (z "Inferno"), "God Was Never On Your Side" ("Kiss Of Death"), "Don't Let Daddy Kiss Me" ("Bastards"). Genialnie brzmi "The Devil" - znakomity riff + gościnny udział doktora Briana Maya. Dobre wrażenie wywiera także lekko żartobliwy cover przeboju Stonesów - dla kolekcjonerów coverów i sympatyków przeróbek znanych standardów przez Motörhead - rzecz cenna i warta uwagi - osobiście zawsze wolałem barwę Kilmistera niż Jaggera - panie raczej się nie zgodzą.

Zatem, jeśli spojrzeć na "Bad Magic" w kontekście całej dyskografii Motörhead umiejscowiłbym ten album oczko niżej niż wspomniane wyżej fenomenalne płyty z dwóch powodów - rozmieszczenie i masywność utworów może sprawiać wrażenie monotonii (choć dla wielu będzie to zaleta tego ciężkiego materiału); druga sprawa to okładka - jest w porządku, choć niestety przypomina trochę brzydszą siostrę "Bastards".

Jeśli natomiast odnieść "Bad Magic" do współczesnej sceny rockowej to jest to album znakomity: dialog z tradycją rock'n'rolla (m.in."Electricity"), uniwersalność haseł w tekstach utworów, symbolika i interesujący zestaw motywów (m.in. w "Till the End"), reinterpretacja klasyki ("Sympathy"), prostota i szczerość wykonania charakterystyczna dla uprawianego gatunku; indywidualny, wypracowany przez lata sound, wreszcie słyszalne w muzyce - doświadczenie świetnych, autentycznych muzyków, którzy chcą tworzyć do upadłego.

"Bad Magic" - zła magia, bardzo dobry album, pierwszorzędny zespół. I jeszcze słowo od klasyka: If you don't like it…fuck off!



9/10
Bad Magic
Rok wydania: 2015
Wydawca: UDR Music
www.imotorhead.com

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Motörhead - Bad Magic - kolejne odsłony!

Jeden z serwisów muzycznych udostępnił kolejne cztery utwory z nadchodzącego wydawnictwa Motörhead:

  • Victory or Die - otwieracz płyty, wita nas król Lemmy wykrzykując tytułową frazę - utwór pędzi w klasycznym stylu Motörhead, jednak kompozycja posiada kilka ciekawych zawiłości i - rzecz jasna - aluzji do innych utworów grupy, solo Campbella w jego charakterystycznym stylu - po czym interesujący fragment wokalu płynącego na tle samej perkusji; nośny refren, powtórzenia i zakończenie - znakomite otwarcie płyty!
  • Evil Eye - tym razem rozpoczyna się perkusją, solidne bębny Mikkey'ego i wchodzi Lemmy z całym zapleczem; to co przykuwa tu uwagę to nagłe przejścia wokalne Kilmistera - w tych "niższych" partiach brzmi jeszcze bardziej złowieszczo i demonicznie niż zazwyczaj, świetnie brzmią też zagrywki basowe - mocne granie!
  • Shoot Out All of Yours Lights - ponownie mamy do czynienia z perkusyjnym intro, uwagę zwracają również chóralnie wzmocnione wykrzyknienia "fight" i "die" - urozmaicają numer i nadają mu drapieżnego charakteru - choć całość jest już wystarczająco monumentalna i niezwykle ciężka, na plus również gitarowe solo.
  • Sympathy for the Devil - to oczywiście cover przeboju The Rolling Stones, który otwierał płytę Beggars Banquet z 1968r. Na Bad Magic utwór znajdować się będzie na ostatniej pozycji. Lemmy oczywiście nadaje kompozycji zupełnie nowego charakteru - zachrypnięty, brudny, bezkompromisowy wokal znakomicie pasuje do historii opowiadanej w pierwszej osobie przez lucyfera - Kilmistera. Proste, a jednocześnie świetnie zaaranżowane granie z dobitną perkusją - tu wystawioną niemal na 1. plan - oraz genialnym brzmieniem gitary. Doskonały cover! Micku Jaggerze - zasługi Twe dla muzyki są wielkie, ale prawdziwy Lucyfer jest tylko Jeden!

środa, 13 listopada 2013

Motörhead - Aftershock, czyli Muzyczny Paraliż - recenzja

Motörhead - Aftershock
Atak krwiożerczych moskitów, trzęsienie ziemi, burza piaskowa, śmiercionośny huragan, tsunami dźwięków, zalewające umysły każdego stojącego mu na drodze śmiertelnika, bombowy nalot, zrzut napalmu, niewyobrażalny paraliż, szok! Aftershock! Jesteście gotowi?

Trzech absolutnie bezkompromisowych outsiderów, wyjętych niemal z innej epoki – rewolwerowców, kowbojów, muzycznych zabójców ma wyłącznie jeden cel. Zaprowadzić swoich popleczników na stację, gdzieś w zachodniej Luizjanie, wprowadzić o północy do zakurzonego, brudnego i szalonego pociągu, zmierzającego do Meksyku, i zafundować im muzyczny szok, a jeśli go przypadkiem przeżyją – zobaczyć w jakiej są kondycji.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Kosmiczny Monster Magnet!

Najnowsze wydawnictwo Monster Magnet idealnie pokazuje, jak różne są gusta odbiorców ich muzyki (nawet tych zagorzałych fanów); w polskich mediach oceny są przeciętne, niektórzy narzekają, że to znowu spadek formy, słaby album etc.

W tym samym czasie redaktor Classic Rocka daje płycie Last Patrol notę 9/10! Blabbermouth też daje 9/10! Zagraniczniacy chwalą i cieszą się z powrotu do najlepszej formy zespołu. Ja też bym pochwalił nowe dzieło bandy, dowodzonej przez Dave'a Wyndorfa.

Może nie oceniałbym go tak wysoko, ale myślę że na 8 materiał z tego krążka zasługuje bez gadania, wymęczył mnie jedynie utwór End Of Time, ale już patrząc po tytule można mniemać, że właśnie takie zadanie miał ten kawałek spełnić. A taka balladka I Live Behind the Clouds na otwarcie - majstersztyk, typowy Magnet, z hawkwindowym błogosławieństwem albo chwytliwe, tytułowe Last Patrol, nic tylko słuchać, a nie narzekać ;]

Muzyczny Paraliż!

Atak krwiożerczych moskitów, trzęsienie ziemi, burza piaskowa, śmiercionośny huragan, tsunami dźwięków, zalewające umysły każdego stojącego mu na drodze śmiertelnika, bombowy nalot, zrzut napalmu, niewyobrażalny paraliż, szok! Aftershock! Jesteście gotowi?

Heartbreaker póki co, rysunki sam Maestro Kilmister! Do You Believe?!

niedziela, 13 października 2013

Aftershock!

Szok zbliża się coraz bardziej, pozostało kilka dni do oficjalnej premiery nowej płyty Motörhead, płyty której można częściowo posłuchać w różnych zagranicznych mediach (i już na podstawie tego materiału) wiem, że tę płytę pokochają fani, pokochają wielbiciele zachrypniętego, nieczystego wokalu i ciężkich, morderczych gitar. Już teraz wiem, że będzie to płyta niezwykła. Przesłuchanie całości - utwór po utworze będzie zwieńczeniem dzieła, będzie czymś pięknym, jak ta okładka ;)



wtorek, 24 września 2013

Czas na Crying Shame!

Chwilę temu w sieci udostępniony został kolejny utwór z nowej płyty Motörhead! I jest genialny! Mój fanatyzm związany z tą grupą rośnie coraz bardziej, niesamowite że potrafią dalej zaskakiwać. Obecnie nowego utworu Crying Shame można posłuchać na stronie magazynu Rolling Stone, dokładnie tutaj


Może ktoś się dziwić, jak taka muzyka się może podobać, przepity, zachrypnięty wokal, 'ciężkie' gitary, proste riffy..., właśnie może - i ja nikomu nie bronię. Na dokładną analizę 'Crying Shame' przyjdzie pora, teraz czas na słuchanie! Jest bluesowo, rock'n'rollowo, genialnie!

niedziela, 22 września 2013

Powrót Motörhead

Powraca Motörhead, powracam i ja. Nowe wydawnictwo niszczycielskiej formacji nosi tytuł Aftershock, piękny tytuł i piękny nowy singiel, zatytułowany równie pięknie Heartbreaker.

Jedynka zawiera wszystko to, co tak naprawdę od tej grupy chcę dostać - jest motoryka, niezawodne tempo, konkretny tekst, uroczy refren, gwałtowna perkusja i klasyczna solówka. 

Czekam na więcej, a utworów łącznie ma być aż 14 - to świetna informacja, bo tylu świeżych, czystych, nowiusieńkich premierowych tracków (czyli nie bonus track, live track, alternative version etc.) nie było jak dotąd na żadnej płycie kultowej grupy. Singiel jest już w sieci - waaarto!

poniedziałek, 8 października 2012

Slash w Polsce?

http://therockrevival.com/wp-content/uploads/2013/07/Slash.jpg
Plotki, związane z domniemanymi występami różnych artystów w naszym kraju stanowią zdecydowanie niemałą część wszystkich informacji rockowych w polskiej sieci. Oczywiście, dopóki nie mamy potwierdzenia u organizatora i w oficjalnej rozpisce trasy koncertowej zespołu (a i to czasem niczego nie gwarantuje) nie możemy być pewni, że zobaczymy ulubionych artystów "na żywo".

Ze Slashem w ostatnim czasie ukazało się multum wywiadów, w prawie każdym dziennikarze podpytywali o plany koncertowe i występ w naszym kraju, gitarzysta nic konkretnego nie obiecywał. Od kilku dni w 'polskiej sieci' można jednak natknąć na informację, jakoby słynny gitarzysta obiecywał, że do Nas przyjedzie.

Mamy link do wywiadu Slash (Interview 2012)
i faktycznie, rodzi się nadzieja, że jeden z najciekawszych gitarzystów w historii rocka odwiedzi Polskę w przyszłym roku, w ostatnich słowach rozmowy nawet to obiecuje. Cóż, jako że jestem sceptykiem, szczególnie jeśli chodzi o sprawy organizacyjne w naszym kraju, myślę, że przyjęcie taktyki "pożyjemy - zobaczymy" będzie najrozsądniejsze.

sobota, 6 października 2012

Rock On!

Witajcie,

będzie to miejsce, poświęcone przede wszystkim muzyce rockowej, ale w szerszej perspektywie niż to, co oferują klasyczne media muzyczne. Chcę pokazać jak ważnym i ciekawym zjawiskiem jest ROCK w dzisiejszym świecie.
Będzie to zdecydowanie subiektywny przegląd wydarzeń, newsów itp., dotyczących światowego i polskiego rocka, postaram się jednak każdą informację ozdobić, świeżym, żartobliwym, krytycznym komentarzem.
Zapraszam do mojego prywatnego świata muzyki i mediów rockowych,
posłuchajmy Rock'n'Rolla ];-]

pozdrawiam,
Kuba

Rock On!